Read English
 
Bogdan Konopka - szara pamięć
Ala ma katza czyli my wszyscy palimy plus Świetlik
 
27 XI - 19 XII 2009
 
Kwietniewski
 
To nie jest fajka

 
 
W 1996 roku wyszedł w Polsce zbiór esejów Michela Foucaulta, powstałych na początku lat 70-tych, w przekładzie Tadeusza Komendanta. Tytuł tego zbioru To nie jest fajka nawiązuje bezpośrednio do słynnego dzieła belgijskiego surrealisty Rene Magritte'a Zdradliwość obrazów (1926), na którym artysta namalował fajkę i umieścił pod nią prosty podpis "To nie jest fajka". Dla jego współczesnych praca ta była jedynie drobnym żartem nieszablonowo myślącego człowieka, po latach okrzyknięto ją genialną zapowiedzią konceptualizmu i myślenia analitycznego w sztuce. Odpowiadając na temat zadany sobie już w końcu lat 60-tych Foucault dysponował już taką liczbą artefaktów powstałych pomiędzy latami 20-tymi a 70-tymi, że eseje jego krążą wokół tematu sprzeczności między obrazem i tekstem, połączeń fikcji z realnością, umowności języka sztuki z potocznością. Odpowiadając na problem postawiony przez Magritte'a, dotyczący sprzeczności pomiędzy obrazem a tekstem, Foucault zdaje się nie dostrzegać roli prowokacji jako strategii zadawania pytań w sztuce, nawet gdy Magritte w jednym z listów kierowanych do Foucaulta ponownie rysuje fajkę, dodając dopisek "To ciągle nie jest fajka".
      Taka strategia skandalu, przewrotnego formułowania "tez" estetycznych i zagadnień godnych uwagi, towarzyszyła od samego początku aktywności Łodzi Kaliskiej, grupy artystycznej, do której od 1979 roku należał Andrzej Kwietniewski. Układane wspólnie z kolegami manifesty "sztuki żenującej" obrazowały bardziej samą strategię twórczą niż sztukę, która mogła z niej wynikać. Ten aspekt twórczy dostrzec możemy także w pracach Andrzeja Kwietniewskiego, pochodzących z początku lat 80-tych ? obrazach utrzymanych w konwencji zapisu automatycznego, przywołujących estetykę street-artu i graffiti. Wystarczy przyjrzeć się kolejnym, a powstało już kilka, wersjom tablic upamiętniających słynny uliczny happening grupy Łódź Kaliska po nazwą Upadek zupełny (Kraków, maj 1981) czy pracom z serii Siedem dni na stworzenie świata, by dostrzec, iż warstwa semantyczna obrazu dodana do materii dokumentu zmienia go, a wręcz na nowo kreuje, pozostając często w sprzeczności z faktografią. Wprowadzanie "mylnych tropów", obnażanie struktury dzieła tworzonego wielostopniowo, wraz z zasadą repetycji rodem z kina niemego, stało się później stale używaną metodą twórczą stosowaną przez artystów Łodzi Kaliskiej zarówno w okresie powstawania Performance for photo, jak i tworzonych od połowy lat 80-tych happeningowych kompozycji fotograficznych, opartych na pastiszu wybitnych dzieł zaczerpniętych z historii sztuki światowej. Andrzej Kwietniewski, podobnie jak inni członkowie grupy, pełnił w nich zarówno rolę aktora jak i reżysera, dodając wielu obrazom pikanterii erotycznej i nieskrywanego dowcipu. Jego niektóre role, takie jak Wenus w La strico, trup w Freihet, nein danke czy jedna z "sióstr" (wraz z Małgorzatą Kapczyńską), Jezus w Zdjęciu z krzyża, weszły do kanonu najważniejszych prac Łodzi Kaliskiej z lat 80-tych. Zdolności reżyserskie i aktorskie Andrzeja Kwietniewskiego ujawniały pełne wyrazu wystąpienia indywidualne, takie jak Pamiętnik zboczeńca, Przede wszystkim jestem artystą awangardowym czy Chory, a ponadto role reżysera i amanta, w jakie wcielał się w latach 90-tych w filmach Pamiętam, pamiętam, pamiętam i Buty.
      "Logika dekonstrukcji pokazuje nieuniknione starcie tego, co jednostkowe i tego, co powtarzalne. Jednostkowy jest każdy językowy idiom, barwa czyjegoś głosu, narodziny i śmierć. Powtarzalna jest każda instytucja, każdy kod, każda technika i każdy rytuał lecz czymże one byłyby bez wypełnienia ich osobistym doświadczaniem każdej jednostki." ? pisał Edward Markowski, krakowski literaturoznawca. Czym zatem jest najnowszy cykl Andrzeja Kwietniewskiego My wszyscy palimy? Refleksją nad warunkami naszej egzystencji? Zbiorem portretów ludzi, tworzących, z punktu widzenia artysty, istotne zjawiska w kulturze XX wieku, czy może wreszcie wskazówką biograficzną dotyczącą jego samego? Niewątpliwie cykl ten, to arbitralny wybór idoli samego artysty. To ludzie filmu, literatury, filozofii, nauki ? wybrani celem zakreślenia własnego obszaru fascynacji, wpływów, wartościowań. Wynalezienie przez artystę, jednego dla wszystkich, wspólnego mianownika, a mianowicie faktu uzależnienia nikotynowego pozostaje sprawą drugorzędną, choć wyobrażenie sobie przynajmniej niektórych z nich pozbawionych tego atrybutu, w pewnych przypadkach wydaje się bardzo utrudnione. Czy widział ktoś np. Ala Capone'a, Alfreda Hitchcocka czy Fidela Castro bez cygara, Sherlocka Holmesa bez fajki, Marlenę Dietrich bez cygarniczki, czy Charlesa Bukowskiego albo Serge'a Gainsbourga bez papierosa? Z drugiej strony owa słabość nie czyni wcale tych ludzi słabszymi, co najwyżej bardziej przez to "charakterystycznymi", a w swej doskonałości "niedoskonałymi", po ludzku "niemądrymi" i ułomnymi.
      Umieszczenie własnego wizerunku wśród wielkich indywidualności ze świata kultury legitymizuje dokonany spośród setek innych palących ludzi wybór. Owa wielka kolekcja typów palących, stworzona przez Kwietniewskiego, pokazywana jedynie w pewnym wycinku na wystawie w Galerii FF w Łodzi, zdradza upodobania artysty w obszarze filmu, literatury czy filozofii, wskazuje tym samym na wspólnotowość pewnego obszaru doświadczeń, jakim jest zarówno tworzenie, jak i uczestniczenie w kulturze, wypełnionej przez te niewątpliwie niepowtarzalne i wielkie indywidualności. Patrząc na te zdjęcia wydaje się, że w XX wieku palili wszyscy najbardziej istotni w kulturze i twórczy ludzie. Z wyróżnionych przez Andrzeja Kwietniewskiego pisarzy byli to: Jean-Paul Sartre, Arthur Miller, Julio Cortazar, Virginia Woolf, John Tolkien, Gnter Grass, Oscar Wilde, Raymond Chandler, Mark Twain, Julian Tuwim, Witkacy, Suzan Sontag, Truman Capote i Samuel Beckett. Wśród filozofów - Roland Barthes, Jean Cocteau, Mircea Eliade, Albert Camus, Jacques Derrida i Bertrand Russell. Z aktorów i muzyków - Charlie Chaplin i bracia Marx, Bob Marley i David Bowie, Tom Waits i Frank Zappa, John Lennon i Keith Richard, Marilyn Monroe i Brigitte Bardot, Nat King Cole i James Dean, wspomniany już Serge Gainsbourg i Jane Birkin. Artystów reprezentuje on sam, ale i van Gogh, Robert Mapplethorpe, Pablo Picasso, John Cage, Marcel Duchamp, Władysław Strzemiński, Diego Rivera, Edward Munch i Vassily Kandinsky. Polityków Winston Churchill, Che Guevara i Castro. Naukowców Albert Einstein, Robert Oppenheimer i Sigmund Freud. Jest i słynny Marlboro Man, a także Flip i Flap oraz Fred Flinstone. Palą (lub palili) także wszyscy bez wyjątku członkowie Łodzi Kaliskiej, ale im artysta poświęcił osobny, nakręcony w 2004 roku, na pożegnanie długoletniej współpracy, filmik My wszyscy palimy, w którym zobaczyć ich można przebranych w stroje gwiazdowych Mikołajów, oddających się ulubionemu zajęciu, czyli paleniu.
      Wśród tekstów zamieszczonych w katalogu, autorstwa Andrzeja Kwietniewskiego, jeden z nich ma lapidarny tytuł: Gdy. Odnosi się on do rozpoczętej instalacją, przygotowaną na 20-lecie Łodzi Kaliskiej w Muzeum Sztuki w Łodzi, epokę New-popu. W kształtowaniu wielu prac z tej epoki istotny udział miał Andrzej Kwietniewski, współautor zarówno wiodącego tekstu programowego, aranżer i reżyser takich dzieł jak: Fabryka lodów (2002), Chleb dla ptaków (2004), Gdy naród trwa (2005), czy słynna akcja Godło, publikowana na łamach "Playboya", z której powstał film Casting (2005), prezentujący wszystkie, zgłoszone do konkursu na nowy kształt godła, panienki. Do tej akcji odnosi się także tekst pióra Kwietniewskiego pt. Próba personifikacji orła. Fascynacja twórczością Andy Warhola w przypadku Andy Kwietniewskiego towarzyszyła mu prawie od zawsze, a prace poświęcone temu wielkiemu artyście, jak na przykład Boska Marilyn (1985) powstawały już w latach 80-tych. Wielka instalacja z Muzeum Sztuki, która stanowiła bezpośrednie nawiązanie do niewielkiego rozmiarami kolażu Richarda Hamiltona z 1956 roku Co sprawia, że dzisiejsze mieszkania są tak odmienne, tak pociągające?, spowodowała, że hiper-art, jak nazywają New-pop kaliszanie, zawładnął na kilka następnych lat ich umysłami i galeriami, w których się pojawiali. Wystawy New-pop - hiper-art prezentowane w Małej Galerii CSW Warszawa (listopad 2004) oraz galerii Liget w Budapeszcie, ponadto wystawa Fabryka lodów (w warszawskiej Fabryce Trzciny, 2009), niewątpliwie do takich należą, a tapetowanie galerii od podłogi do sufitu ulotkami reklamowymi oraz plakatami oferującymi najbardziej znane dzieła Łodzi Kaliskiej do sprzedaży, prawie pozbawiały złudzeń, że w tej cynicznej strategii jest jeszcze miejsce na bezinteresowne działanie w obszarze sztuki. Komercja, konsumpcja i reklama nie tylko, jak pisali kaliszanie, zawładnęła światem, ale przede wszystkich nimi samymi.
      "New-pop jest realistyczny do bólu, a nawet mimetyczny, czerpie z rzeczywistości, kalkując życie niczym laserowa kopiarka. I nie sili się na cudzysłów czy inny niemożliwy komentarz" ? czytamy w tekście Andrzeja Kwietniewskiego Gdy. Tym milszym zaskoczeniem dla fanów Łodzi Kaliskiej była wystawa Alementarz (Atlas Sztuki, Łódź 2007), prezentowana do teraz w wielu miejscach, między innymi Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Szczecinie, Gorzowie Wielkopolskim. Andrzej Kwietniewski jest autorem lub współautorem (z Andrzejem Świetlikiem) kilkunastu tablic-haseł między innymi A is for Arabia, A is for Aspect, A is for Adultery, A as abed, A is for Artist, A is for America, A is for After, A is for Alternative, a ponadto współpomysłodawcą i współkreatorem (także ze Świetlikiem) wyjściowych wizerunków Ali (Polki-Chinki o najbardziej popularnym w Kraju Środka nazwisku Chan) i Ala, której pierwowzorem był Abdelmadjid Rahmoune, Polak-Arab od lat zamieszkały w Polsce z powodu toczącej się w jego kraju wojny. To dojrzała i nad wyraz udana próba opisania świata współczesnego z jego charakterystycznymi rozterkami i problemami, w postaci tablic poglądowych przedstawiających różne zagadnienia, począwszy od definiowania tożsamości, poprzez komunikację interpersonalną, politykę, estetykę, po aspekty wynikające z interpretacji historii.
      "Postulowany na wystawie pluralizm światów i kultur, będący konsekwencją demokratyzacji i liberalizacji struktur społecznych, deprecjonowany jest przez działających według ustalonego, ograniczającego schematu Ali i Alego" ? pisze Marta Pierzchała w książce Lomicje, poświęconej ostatniej dekadzie aktywności Łodzi Kaliskiej. Szkoda, że tak udany projekt zbiegł się jednocześnie z momentem odejścia Andrzeja Kwietniewskiego z grupy, co nastąpiło na zebraniu Łodzi Kaliskiej, na wyraźną prośbę zainteresowanego, w dniu 23 marca 2007 roku. Kwietniewski odtąd występuje jako "członek w stanie spoczynku", a projekt Ala ma katza jest pierwszym indywidualnym wystąpieniem publicznym tego zagorzałego polemisty, po swojemu walczącego z feminizmem, kolekcjonera i konesera kultury.
Jolanta Ciesielska
Radzimowice, listopad 2009
 
foto
 
foto
 
Gdy

 
 
Gdy sztuka jest dzisiaj tylko tym niczym, pustym słowem, którym wypełnia się formularze otrzymane od socjolożki z tytułem doktorki, gdy jej definicja jest jedynie wynikiem obliczeń komputerowego programu od statystyki, średnia z rubryk wykazuje dobitnie, że sztuka jest w większości kobietą.
      Gdy słowo człowiek oznaczało głównie męskiego członka, zaś Michał Anioł mierzył się ze stworzeniem biblijnego Dawida, "lepiąc" go wg instrukcji, dokładnie na wzór i podobieństwo samego Wszechmogącego, i gdy w ten sposób udostępnił nam szczegóły jego penisa i jąder, to i tak słychać dziś głosy, że Stary Szef nie musiał być koniecznie mężczyzną.
      Gdy Lawrence Alloway wymyslił pojęcie pop-art, tyczyło się ono wyłącznie pensjonarek i kur domowych czujących nieprzepartą potrzebę kontaktu z pięknem w powszechnie zrozumiałym wydaniu, czyli z tzw. kiczem.
      Gdy Richard Hamilton, skonstruował collage Co właściwie sprawia, że dzisiejsze mieszkania są tak odmienne, tak pociągające?, skorzystał z owych pań i ich marzeń i zacytował je w sztuce, zarówno w sensie formy, jak treści: kobietom rozdał role sprzątaczki i prostytutki, samca zaś ujął w pozie Dyskobola współczesnej męskości i usytuował prawie w samym centrum obrazka.
      Gdy Andy Warhol wypromował zapuszkowaną "Campbell's soup" i ponoć wyprowadził tym gestem gospodynie domowe z getta kuchni pod strzechy artystyczno-awangardowe, feministki uznały to za sprzeciw wobec seksizmu i patriarchatu tylko dlatego, że Andy nie był mężczyzną.
      Gdy artysta z Łodzi Kaliskiej swój stosunek do płci przeciwnej określił jako pełen szacunku, artystkom i krytyczkom wydaje się on co najmniej śmierdzący, gdyż z jednej strony to zwyczajna, bezaluzyjna pochwała dostępności przedmiotowej kobiecej nagości, do czego może się czepić jedynie Kościół, z drugiej zaś niby bardziej inteligentny "dialog", który tylko pozornie przedstawia fragment obiegu materii w przyrodzie, a w rzeczywistości prezentuje obieg feministycznych idei w kulturze ? bez zapytania o pozwolenie.
      Gdy młoda, acz ponad 300-letnia dziwka z perłą w pępku czyta wiadomość od swojego sponsora, nie mamy wcale pewności, czy to jest tylko podła zniewaga uprzedmiotowionej przez samca kobiety, czy mimo wszystko Vermeer.
      Gdy nie wiadomo już, co to znaczy naprawdę dyskryminacja ze względu na płeć, bo wszystko w sztuce jest równie umowne, to i tak rzetelna miara męskości i kobiecości nie ma dla feministek-artystek najmniejszego znaczenia.
      Gdy szeregowy reprezentant sztuki damskiej, męskiej i innej zaprezentuje wartości choćby zbliżone do seksapilu, natychmiast naraża się na nieustannie sączące się zewsząd wonie tej prawdziwej, kobiecej części ludzkości.
      Gdy można już robić w sztuce, co tylko fantazja pozwoli, to artystka też może być Bogiem, a Bóg, w rewanżu, kobietą.
      Gdy...
Andrzej Kwietniewski
 
 

Następna wystawa:

Marek Szyryk

8 I - 5 II 2010

 
 
Copyright ©2009 Galeria FF ŁDK, Andrzej Kwietniewski, Jolanta Ciesielska