5 - 27 VI 1997







 


 

 
 

 

Grzegorz Sztabiński

Miejsce fotografii w twórczości Aleksandry Mańczak.

W tytule wystawy Aleksandry Mańczak słowa "fotografia", "przedmioty", "reminiscencje" ułożone są w formie boków trójkąta równobocznego. Układ taki sugeruje ich równorzędność. Trójkąt równoboczny można odwracać bez zmiany wartości poszczególnych składników. To, co było wcześniej ramieniem prawym lub lewym może stać się podstawą i charakter figury nie ulegnie zmianie. Sądzę, że forma ta została wybrana nieprzypadkowo. Artystka w sposób subtelny i sugestywny ukazuje w ten sposób składniki swej koncepcji sztuki. Ich złożone powiązania wypełniają pole trójkąta. Spróbujmy spojrzeć na nie z punktu widzenia fotografii.

Ujęcia fotografii wiążące ją z przedmiotami lub reminiscencjami mają długą historię. Właściwie od początku istnienia tej techniki, gdy zastanawiano się nad jej sensem, akcentowano bądź aspekt obiektywny, bądź zdolność wchodzenia w głębokie związki z życiem psychicznym. W ujęciach obiektywistycznych fotografii podkreślano rolę mechanicznego sposobu powstawania obrazu. Pisano, że przedmiot w istocie sam utrwala swój wizerunek na błonie światłoczułej, a zatem elementy indywidualnej stylizacji, nieuniknione w przypadku rysunku czy malarstwa, zostają wyeliminowane. Decydować to miało o wiarygodności zdjęcia jako sposobu utrwalenia widoku rzeczywistości. Fotografię uznano za obiektywne stwierdzenie faktu istnienia rzeczy, umożliwiające, jak pisał André Bazin, wzięcie jej w posiadanie poprzez obraz.

Jednocześnie zaś zdjęcia pełniły ważną rolę w życiu psychicznym ludzi. Stwarzały one silne odczucie obecności przedstawionej osoby, rzeczy lub miejsca. Dlatego przechowywano fotografie z przeświadczeniem nie w pełni zracjo-nalizowanym, że mumifikują one czas, zatrzymując jego upływ i pozwalając przetrwać szczególnym chwilom. Pozwalają też ocalić częściowo egzystencję ukazywanych postaci, przywołać je. Edgar Morin zwraca w związku z tym uwagę na fakt wykorzystywania zdjęć w praktykach magicznych i parapsychologicznych.

Wspomniane tu funkcje były często traktowane jako przeciwstawne. W dziejach fotografii opowiadano się zwykle za jedną lub drugą koncepcją. Aleksandra Mańczak bierze pod uwagę obie. W jej ujęciu fotografia pozostaje w jednakowym odniesieniu do przedmiotów i reminiscencji, jest zarazem obiektywna i subiektywna. Aspekty te rozkładają się jednak w różny sposób w poszczególnych realizowanych przez nią cyklach prac.

Podejście subiektywistyczne do zdjęć zdaje się dominować w serii kolaży lub assemblaży "Sfera bardzo intymna - nic na sprzedaż". Za pomocą pamiątkowych zdjęć artystka odwołuje się w niej do przeszłości swej rodziny. Wykorzystuje tu tylko fotografie znalezione, wykonane niegdyś przez inne osoby. Są one przedmiotami odkrytymi w domowych archiwach i zestawiane w ramach kompozycji z innymi obiektami – teczką dziadka, okularami, pudełkiem z nabojami, listem pisanym z obozu. Zdjęcia te wyraźnie wskazują na czas ich powstania. Ze względu na stosowaną technikę, pewien stopień zniszczenia, zużycia związanego z długoletnim przechowywaniem, wielokrotnym oglądaniem, być może noszeniem przez jakiś czas w portfelu, upodabniają się do przedmiotów codziennego użytku. Jednak zachowują też swą odmienność. Patrząc na nie można wejść w ich świat wewnętrzny. Dzięki naszemu nastawieniu psychicznemu ukazane postacie uzyskują trójwymiarowość, ożywają, stają się obecne. Patrzymy na twarze, próbując przeniknąć myśli i uczucia. Oczy zwrócone są ku widzowi. Ręce delikatnie, starannie ułożone dotykają czegoś, kogoś obejmują. Aleksandra Mańczak podkreśla swój podziw dla mistrzowstwa dawnych fotografów. Wykonanie zdjęcia było wówczas świętem. Osoba przedstawiana chciała pokazać się z jak najlepszej strony. Starannie dobierany był strój i rekwizyty. Poza związana była z pragnieniem zgłębienia i wyrażenia charakteru. Prace te posiadają szczególną aurę. Ewokowana rzeczywistość otwiera się przed odbiorcą i wciąga go w swój krąg. Fotografia przestaje być przedmiotem - staje się czystą reminiscencją.

Kolekcje tworzone przez Aleksandrę Mańczak są podróżami po świecie wspomnień. Zrozumiały staje się tytuł cyklu - - w tej sferze intymnej nic nie jest na sprzedaż. Wspomnienia o ojcu, matce, ich rodzicach tworzą rzeczywistość prywatną, w której należy zachować największą delikatność. Powstaje więc pytanie, dlaczego artystka zdecydowała się te zasoby domowego archiwum uczynić składnikami dzieła sztuki? Dlaczego przeniosła je z zacisza na wystawę, która z istoty swej ma charakter publiczny? Czy nie obawia się, że przedmioty i fotografie o tak dużym prywatnym znaczeniu dla niej utracą związek z reminiscencjami?

Rozmowa z autorką wystawy przy stworzonych przez nią dziełach jest bardzo ciekawa. Można w czasie jej trwania wiele dowiedzieć się o poszczególnych obiektach i sfotografowanych osobach. Mała dziewczynka pokazana na zdjęciu, to mama artystki w okresie dzieciństwa. Przedstawiona na innym para, to babcia i jej pierwszy mąż. Znaczenia te pozostają jednak nieuchwytne dla większości widzów. Dla nich są to obce osoby. Czy nie powstaje w związku z tym ryzyko zamknięcia znaczeniowego dzieł, ograniczenia możliwości ich głębszego odbioru do tego, kto je stworzył i pozostawienia innych widzów na zewnątrz? Być może nie są oni intruzami, ale z pewnością niedostępny jest dla nich świat powiązań przedmiotów i fotografii połączonych w kolejno prezentowanych gablotach.

Sądzę, że sytuacja jest bardziej złożona. Aby ją właściwie ująć należy odróżnić sferę intymną w sztuce od osobistego obszaru wspomnień. Aleksandra Mańczak wprowadza nas we własny świat rodzinnej przeszłości, odsłania przed nami jego tajemnice, ale nie dlatego, żebyśmy je poznawali. Chce sprowokować odbiorców do przypomnienia sobie własnej przeszłości, uświadomienia dziejów własnej rodziny, uaktywnienia archiwów pamięci. Funkcja tej sztuki nie jest więc dokumentacyjna, a ewokacyjna. Jej wartość polega nie na bogactwie, kompletności, wiarygodności zgromadzonego materiału, a na sile oddziaływania. W jej oddziaływaniu na odbiorców liczy się głębia i rozległość pokładów pamięci, które dzięki cyklowi prac "Sfera bardzo intymna - nic na sprzedaż" zostaną uaktywnione. To nie nasza matka ukazana jest na zdjęciu. Teczka i okulary nie należały do naszego dziadka. Jednak wokół pokazanych przedmiotów krystalizują się wspomnienia, które być może nigdy nie pojawiły się w naszych myślach.

Aleksandra Mańczak zdaje się sugerować taki proces odbioru wykorzystując w niektórych pracach fotografie osób nieznanych także dla niej. Przykładem mogą być "Koperty dla nieznajomej". W centrum płaszczyzny pokazane są zdjęcia dwóch kobiet. Nic o nich nie wiadomo. Wokół rozmieszczone są koperty i pasma włosów. Być może chodzi tu o sugestię przechowywania jako pamiątki pasm włosów bliskiej osoby. Może chodzi o rolę włosów w praktykach magicznych? Różne skojarzenia są dopuszczalne. Przeszłość jest sferą domysłów. Reminiscencje stają się tożsame z tworzeniem hipotez. A i tak wiele sekretów pozostaje niewyjaśnionych. Być może myśl tę w pracach Aleksandry Mańczak mają sugerować małe zawiniątka zawierające coś nieznanego. Zawartości ich nigdy nie poznamy. A czy możemy uznać, że poznaliśmy tajemnice osób pokazanych na fotografiach i przedmiotów widocznych?

Drugi z prezentowanych na wystawie cykli zatytułowany jest "Obrzeża i peryferia". Punkt wyjścia jest tu odmienny. Na pierwszy rzut oka dominuje nastawienie obiektywistyczne. Aleksandra Mańczak prezentuje wykonane przez siebie w Izraelu fotografie ukazujące, jak to określa, "odpryski cywilizacji". Są to fragmenty ziemi ze zniszczonymi przedmiotami, prawdziwy "śmietnik świata". Z tymi zdjęciowymi rejestracjami zestawione są pobrane "próbki": ziemia z miejsca wykonania fotografii, zeschnięte kawałki kaktusów, znaleziony fragment papieru z tekstem hebrajskim, pasemka trawy, kości, jakaś siatka. Przedmioty mają potwierdzać autentyczność zdjęć, stanowić dowód. Czy jednak chodzi tu tylko o dokumentację? Czy jedynym celem było przekonanie widza o zniszczeniu naszej planety? Dlaczego wybrane zostały motywy pochodzące z Izraela, gdzie artystka przebywała kilka lat temu biorąc udział w wystawie? Przecież równie wiele przykładów dewastacji przyrody można by znaleźć w Polsce. Być może więc nie tylko przedmioty liczą się tutaj? Być może również wspomnienia, reminiscencje pełnią ważną rolę? Miejsca prac z cyklu "Obrzeża i peryferie" nie da się jednoznacznie ustalić w ramach wspomnianego na początku tego tekstu trójkąta z tytułem wystawy.

Wreszcie ostatnia część prezentacji - zdjęcia z różnych lat. Są one wielorakie. Widzimy wśród nich witryny, portrety podwójne, gdzie osoba fotografowana współistnieje ze swym odbiciem w szybie, dziwne miejsca, w których rośliny wyrastają pozornie wbrew prawom przyrody, na przykład między płytami chodnika lub na ścianie domu. Artystkę intrygują tu bądź efekty wizualne (światła, cienie, refleksy), bądź stany rzeczy pozornie niemożliwe, absurdalne. To jeszcze jeden wymiar fotografii. Nie tyle istnieje ona jako przedmiot czy reminiscencja, a jako rejestracja faktu. Faktu, który nie będąc utrwalony na zdjęciu mógłby zostać uznany za niemożliwy. Fotografia staje się więc świadectwem. Czy jednak przestaje być reminiscencją?

Grzegorz Sztabiński




 


 

 
 

 


Informacja biograficzna


 

Copyright ©1998 Galeria FF ŁDK, Aleksandra Mańczak, Grzegorz Sztabiński